Nie napiszę nic,bo nie dam rady.
Właśnie miną rok od śmierci Tomasza a ja ciągle nie mogę się z tym pogodzić.
Moje życie i nie tylko.
Jakie niespodzianki przynosi nam życie.
poniedziałek, 26 września 2011
piątek, 26 sierpnia 2011
Promyczek szczęścia.
Rano kiedy dzieci poszły do szkoły a Piotr jeszcze nie wrócił od wczoraj z pracy zadzwonił telefon.Tak to był Tomasz drżącą ręką chwyciłam słuchawkę,serce waliło jak młot pneumatyczny..Wydmuchałam nos czerwony od płaczu i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Słucham -odezwałam się niepewnie.
-Marta?-zapytał ale takim tonem jakby był pewien,że nikt inny nie odebrał telefonu.
Milczałam,bo nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
-Proszę odezwij się-słyszałam jego głos w słuchawce.
-Tak to ja-próbowałam uspokoić mój głos.
-Tak się cieszę,co u Ciebie?-Tomek prawie krzyczał do słuchawki.
-W porządku a u Ciebie?-zapytałam.
-Martuś spotkajmy się jutro pogadamy,dobrze? proszę nie odmawiaj.Tak bardzo chciałbym Cię zobaczyć.
-Dobrze-zgodziłam się natychmiast.
-Przyjadę jutro o 10 co Ty na to?tylko powiedz gdzie.
-Ja przyjadę,Jak będę dojeżdżała to zadzwonię nie chcę spotkać się u Ciebie,po prostu wyjdź z domu
-Już się nie mogę doczekać,tak dawno Cię nie widziałem.Pa do jutra.
-Pa-siedziałam długą chwilę z telefonem przy uchu.
Nie mogłam uwierzyć,że jutro zobaczę się z Tomaszem.
W nocy nie mogłam zasnąć zastanawiałam się czy robię dobrze,ale to w końcu nie zbrodnia.Cieszyłam się,że sobie pogadamy.
Dzieci poszły do szkoły a ja pojechałam na spotkanie z Tomaszem.Nie wiedzieliśmy gdzie możemy posiedzieć i porozmawiać kiedy nagle oboje zaproponowaliśmy Bałtyk.Kiedy wypowiedzieliśmy magiczne słowo morze w tym samym czasie wybuchnęliśmy śmiechem.
Szliśmy brzegiem morza i milczeliśmy i prawie było jak kiedyś.Brakowało naszych rozkrzyczanych dzieci i myśli były inne zupełnie inne.Kiedyś kiedy tak spacerowaliśmy zawsze wybiegałam myślami do przodu w przyszłość.Teraz byłam gdzieś daleko z tyłu wróciłam do przeszłości.
-Hej,ziemia do Marty-Tomasz potrząsał moją dłonią.
-Przepraszam,zamyśliłam się-
Tomek proponował gorącą herbatę ale odmówiłam,wolałam pobyć jeszcze troszkę nad wodą.Tu było tak dobrze i tak cicho w głowie kłębiły mi się czarne myśli.Zaczęło właśnie do mnie docierać,że nie mogę dłużej walczyć o Piotra bo on po prostu tego nie chce.Wyszliśmy z plaży na mały pomościk tam się zatrzymaliśmy i patrzyliśmy na wodę,plażę i mewy drepczące po nabrzeżu.
-No dobra ,a teraz mów co Cię gryzie?-Tomek przyglądał mi się badawczo.
-Komary-palnęłam.Wolałam się wygłupiać niż rozmawiać na poważne tematy.
-Marta,nie wywiniesz się tak łatwo.Powiedz co się dzieje,bo że się dzieje to widzę.-
-A co ma się dziać?
-Mogę Ci jakoś pomóc?-Tomasz był zatroskany.
Gdy popatrzyłam na niego zrozumiałam,że nikt nigdy nie martwił się tak o mnie jak on.Zawsze wiedział kiedy u mnie coś nie gra , był i pomagał.Teraz stał przy mnie i pytał a ja co ja mu miałam powiedzieć.Było mi ciężko i byłam taka nieszczęśliwa.Opowiedziałam mu,że nie układa mi się z Piotrem i,że życie jest do kitu,że mam już dość.Gadałam,gadałam i gadałam a on słuchał nie przerywał tylko słuchał a kiedy skończyłam wzioł moją dłoń w swoją spojrzał mi w oczy i powiedział.
-Myszko(nie mówił tak do mnie od czasu rozstania)posłuchaj.Spróbuj naprawić relacje z Piotrem,porozmawiajcie spokojnie.Wszystko można naprawić zobaczysz za jakiś czas będziecie się ze wszystkiego śmiali.-
Kiedy on tak do mnie mówił wiedziałam,że o romansie Piotra też muszę mu powiedzieć.Nie chciałam żeby o tym wiedział,nie chciałam użalać się nad sobą,ale wiedziałam jeżeli nie powiem wszystkiego Tomek będzie mnie namawiał do łatania czegoś czego tak naprawdę nie ma.
Kiedy opowiadałam mu o wszystkim moje emocje puściły,z oczy popłynęły łzy.Mówiłam mu jaka jestem samotna,jak mi jest niedobrze i smutno,że jestem nieszczęśliwa.Pozwalał mi płakać nic nie mówił tylko od czasu do czasu wycierał mi łzy z policzka.Kiedy wyrzuciłam wszystko z siebie zrobiło mi się dziwnie lekko i jakoś mniej mnie bolała zdrada Piotra.Pomyślałam,że po powrocie do domu muszę porozmawiać z Piotrkiem o tym co dalej z nami będzie.
-Nie potrafisz mu wybaczyć?-Tomasz wyrwał mnie z zamyślenia.
-Czego zdrady?To trwa dalej-nie miałam wątpliwości,że tak jest.
Tomasz przyciągnął mnie do siebie i pocałował,przytulił mnie tak mocno.Zakręciło mi się w głowie,nogi ugięły się w kolanach a w myślach cały czas prosiłam żeby nie przestawał.
-Nie zapomniałem jak smakujesz tylko tak bardzo mi było Ciebie brak-.
Tomasz opowiedział mi jak bardzo za mną tęsknił jak bardzo źle czuł się kiedy przyjeżdżaliśmy z Piotrem do mamy.Wiedział,że Piotr może dać mi dużo więcej niż on a mianowicie poczucie bezpieczeństwa,normalny dom i szczęście.Mówił,że niejednokrotnie chciał wziąć mnie w ramiona i nigdy nie wypuścić.Chciał być ze mną i przy mnie zawsze i wszędzie,że kochał mnie przez te wszystkie lata i wariował kiedy nic nie mógł zrobić.
-Widziałem,że jesteś szczęśliwa i nie mogłem Ci tego rujnować-mówił a ja widziałam w jego oczach łzy.
Staliśmy tak przytuleni do siebie zatracając się w czasie a ja pragnęłam żeby się to nigdy nie skończyło.
-Myszka,moja myszka-Tomasz powtarzał kila krotnie to zdanie.Słońce zaczęło zachodzić a my wspominaliśmy tamte zachody słońca.Tak bardzo nie chciałam wracać,mogłabym tak zostać do końca życia,ale czas i rzeczywistość upominały się o mnie.Odwiozłam Tomasza do domu i pojechałam do siebie po drodze układając rozmowę z Piotrem,bo to,że musimy porozmawiać było jasne jak słońce.cdn
-Słucham -odezwałam się niepewnie.
-Marta?-zapytał ale takim tonem jakby był pewien,że nikt inny nie odebrał telefonu.
Milczałam,bo nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
-Proszę odezwij się-słyszałam jego głos w słuchawce.
-Tak to ja-próbowałam uspokoić mój głos.
-Tak się cieszę,co u Ciebie?-Tomek prawie krzyczał do słuchawki.
-W porządku a u Ciebie?-zapytałam.
-Martuś spotkajmy się jutro pogadamy,dobrze? proszę nie odmawiaj.Tak bardzo chciałbym Cię zobaczyć.
-Dobrze-zgodziłam się natychmiast.
-Przyjadę jutro o 10 co Ty na to?tylko powiedz gdzie.
-Ja przyjadę,Jak będę dojeżdżała to zadzwonię nie chcę spotkać się u Ciebie,po prostu wyjdź z domu
-Już się nie mogę doczekać,tak dawno Cię nie widziałem.Pa do jutra.
-Pa-siedziałam długą chwilę z telefonem przy uchu.
Nie mogłam uwierzyć,że jutro zobaczę się z Tomaszem.
W nocy nie mogłam zasnąć zastanawiałam się czy robię dobrze,ale to w końcu nie zbrodnia.Cieszyłam się,że sobie pogadamy.
Dzieci poszły do szkoły a ja pojechałam na spotkanie z Tomaszem.Nie wiedzieliśmy gdzie możemy posiedzieć i porozmawiać kiedy nagle oboje zaproponowaliśmy Bałtyk.Kiedy wypowiedzieliśmy magiczne słowo morze w tym samym czasie wybuchnęliśmy śmiechem.
Szliśmy brzegiem morza i milczeliśmy i prawie było jak kiedyś.Brakowało naszych rozkrzyczanych dzieci i myśli były inne zupełnie inne.Kiedyś kiedy tak spacerowaliśmy zawsze wybiegałam myślami do przodu w przyszłość.Teraz byłam gdzieś daleko z tyłu wróciłam do przeszłości.
-Hej,ziemia do Marty-Tomasz potrząsał moją dłonią.
-Przepraszam,zamyśliłam się-
Tomek proponował gorącą herbatę ale odmówiłam,wolałam pobyć jeszcze troszkę nad wodą.Tu było tak dobrze i tak cicho w głowie kłębiły mi się czarne myśli.Zaczęło właśnie do mnie docierać,że nie mogę dłużej walczyć o Piotra bo on po prostu tego nie chce.Wyszliśmy z plaży na mały pomościk tam się zatrzymaliśmy i patrzyliśmy na wodę,plażę i mewy drepczące po nabrzeżu.
-No dobra ,a teraz mów co Cię gryzie?-Tomek przyglądał mi się badawczo.
-Komary-palnęłam.Wolałam się wygłupiać niż rozmawiać na poważne tematy.
-Marta,nie wywiniesz się tak łatwo.Powiedz co się dzieje,bo że się dzieje to widzę.-
-A co ma się dziać?
-Mogę Ci jakoś pomóc?-Tomasz był zatroskany.
Gdy popatrzyłam na niego zrozumiałam,że nikt nigdy nie martwił się tak o mnie jak on.Zawsze wiedział kiedy u mnie coś nie gra , był i pomagał.Teraz stał przy mnie i pytał a ja co ja mu miałam powiedzieć.Było mi ciężko i byłam taka nieszczęśliwa.Opowiedziałam mu,że nie układa mi się z Piotrem i,że życie jest do kitu,że mam już dość.Gadałam,gadałam i gadałam a on słuchał nie przerywał tylko słuchał a kiedy skończyłam wzioł moją dłoń w swoją spojrzał mi w oczy i powiedział.
-Myszko(nie mówił tak do mnie od czasu rozstania)posłuchaj.Spróbuj naprawić relacje z Piotrem,porozmawiajcie spokojnie.Wszystko można naprawić zobaczysz za jakiś czas będziecie się ze wszystkiego śmiali.-
Kiedy on tak do mnie mówił wiedziałam,że o romansie Piotra też muszę mu powiedzieć.Nie chciałam żeby o tym wiedział,nie chciałam użalać się nad sobą,ale wiedziałam jeżeli nie powiem wszystkiego Tomek będzie mnie namawiał do łatania czegoś czego tak naprawdę nie ma.
Kiedy opowiadałam mu o wszystkim moje emocje puściły,z oczy popłynęły łzy.Mówiłam mu jaka jestem samotna,jak mi jest niedobrze i smutno,że jestem nieszczęśliwa.Pozwalał mi płakać nic nie mówił tylko od czasu do czasu wycierał mi łzy z policzka.Kiedy wyrzuciłam wszystko z siebie zrobiło mi się dziwnie lekko i jakoś mniej mnie bolała zdrada Piotra.Pomyślałam,że po powrocie do domu muszę porozmawiać z Piotrkiem o tym co dalej z nami będzie.
-Nie potrafisz mu wybaczyć?-Tomasz wyrwał mnie z zamyślenia.
-Czego zdrady?To trwa dalej-nie miałam wątpliwości,że tak jest.
Tomasz przyciągnął mnie do siebie i pocałował,przytulił mnie tak mocno.Zakręciło mi się w głowie,nogi ugięły się w kolanach a w myślach cały czas prosiłam żeby nie przestawał.
-Nie zapomniałem jak smakujesz tylko tak bardzo mi było Ciebie brak-.
Tomasz opowiedział mi jak bardzo za mną tęsknił jak bardzo źle czuł się kiedy przyjeżdżaliśmy z Piotrem do mamy.Wiedział,że Piotr może dać mi dużo więcej niż on a mianowicie poczucie bezpieczeństwa,normalny dom i szczęście.Mówił,że niejednokrotnie chciał wziąć mnie w ramiona i nigdy nie wypuścić.Chciał być ze mną i przy mnie zawsze i wszędzie,że kochał mnie przez te wszystkie lata i wariował kiedy nic nie mógł zrobić.
-Widziałem,że jesteś szczęśliwa i nie mogłem Ci tego rujnować-mówił a ja widziałam w jego oczach łzy.
Staliśmy tak przytuleni do siebie zatracając się w czasie a ja pragnęłam żeby się to nigdy nie skończyło.
-Myszka,moja myszka-Tomasz powtarzał kila krotnie to zdanie.Słońce zaczęło zachodzić a my wspominaliśmy tamte zachody słońca.Tak bardzo nie chciałam wracać,mogłabym tak zostać do końca życia,ale czas i rzeczywistość upominały się o mnie.Odwiozłam Tomasza do domu i pojechałam do siebie po drodze układając rozmowę z Piotrem,bo to,że musimy porozmawiać było jasne jak słońce.cdn
sobota, 30 lipca 2011
niedziela, 26 czerwca 2011
Gorzka prawda.
Nie widzieliśmy się z Tomaszem wiele lat,nie miałam jego numeru telefonu odkąd zrezygnował ze stacjonarnego.
Przeglądałam internet i N-K kiedy natknęłam się na zdjęcie córki Tomasza.Napisałam do niej i poprosiłam o numer telefonu do Tomasza,odpisała prawie od razu: XXXXXXXXXXto jest numer do taty ale nie radziłabym dzisiaj dzwonić.bo tato ma dzisiaj urodziny i może nie będzie można się z nim dogadać".
Podziękowałam za numer i zaczęłam się zastanawiać po co mi on był.
W tym czasie u mnie w domu już od jakiegoś czasu wszystko się psuło.Piotr był jakby nieobecny w życiu codziennym,ze mną rozmawiał tylko kiedy musiał,coraz częściej zostawał w pracy.Myślałam,ze to może jakiś kryzys w firmie,albo jest przemęczony.Starałam się go zrozumieć,ale coraz częściej czułam się bardzo samotna.
Mijały dni i tygodnie a ja stałam się bardzo nieszczęśliwa.
Sytuacja w domu pogarszała się niesamowicie,moje starania na niewiele się zdały,kiedy próbowałam porozmawiać z Piotrem on nie reagował.Piotrek zaczął też znikać na noc z domu.Kiedy któregoś razu nie wrócił na noc przypomniałam sobie,ze mam numer telefony do Tomka.Znalazłam ten numer i drżącą ręką wystukałam go na klawiaturze ale zaraz się rozłączyłam.Pomyślałam co mu powiem,może on ma kogoś, jakim prawem chcę mu wleźć w jego życie.Zrezygnowałam i odłożyłam słuchawkę.
Po jakimś czasie koleżanka powiedziała mi,że widziała Piotra w restauracji z jakąś kobietą.Udawałam przed nią,że wiem o tym spotkaniu.
Postanowiłam zapytać Piotra o tą kobietę kiedy wróci do domu,zaczynałam podejrzewać,że Piotr ma romans.Wróciłam do domu i zadzwoniłam do Tomasza ale znowu się rozłączyłam nie miałam odwagi z nim porozmawiać.
Piotr wszystkiemu zaprzeczał i mówił,że to jakieś nieporozumienie jakaś pomyłka.Nie wierzyłam mu tak do końca ale postanowiłam zostawić tą całą sprawę i poczekać na dalszy ciąg wydarzeń.
Przyłapałam się na tym,że kiedy było mi źle zawsze łapałam za telefon i dzwoniłam do Tomasza,ale też zawsze się rozłączałam.Po którymś moim telefonie Tomasz oddzwonił ale ja nie odebrałam tego połączenia.Co jakiś czas Tomek dzwonił,ale ja za każdym razem nie odbierałam chociaż serce biło jak oszalałe i mówiło odbierz to rozum brał nad nim górę i mówił nie odbieraj.Zastanawiałam się co mu powiem,po co wprowadzać zamieszanie.Mam rodzinę i to o nią muszę walczyć i dbać.I walczyłam o to żeby było jak dawniej,żeby Piotr był taki jak kiedyś ale nie dawałam rady,nie wiedziałam co się dzieje.Piotr nie rozmawiał ze mną o niczym co nie dotyczyło dzieci,zrobił się w stosunku do mnie niemiły i szorstki,prawie się nie widywaliśmy.
Byłam samotna i nieszczęśliwa.
Któregoś dnia kiedy dzieci były w szkole a Piotr wpadł do domu się przebrać przycisnęłam go do muru.
Powiedział mi,że od jakiegoś czasu z kimś się spotyka i gdyby nie dzieci prawdopodobnie nie byłoby go tutaj.
Świat o który tak dbałam,moja codzienność,moje marzenia i moje szczęście legło w gruzach.Ryczałam cały dzień,nie wiedziałam co mam z sobą zrobić w końcu całe moje życie poświęciłam Piotrowi i dzieciom.Zadzwoniłam do Tomasza ale znowu stchórzyłam.
Zrobiłam przegląd swojego życia i okazało się,że poza Piotrem i dziećmi to ja tak naprawdę nie mam nikogo.Co prawda było kilka osób,które uważałam za ważne ale okazało się,że to byli przyjaciele Piotra.Ja wycofałam się całkiem z życia kiedy poczułam się szczęśliwa i bezpieczna na łonie rodziny.
Tak naprawdę teraz zostałam całkiem sama.
Całą noc nie zmrużyłam oka.Nie wiedziałam co będzie jutro,pojutrze a najbardziej martwiło mnie to co stanie się z naszymi dziećmi.Było już późno kiedy zadzwonił telefon,pomyślałam,że to Piotr ale na wyświetlaczu pojawił się numer Tomka.Nie odebrałam.
.
Przeglądałam internet i N-K kiedy natknęłam się na zdjęcie córki Tomasza.Napisałam do niej i poprosiłam o numer telefonu do Tomasza,odpisała prawie od razu: XXXXXXXXXXto jest numer do taty ale nie radziłabym dzisiaj dzwonić.bo tato ma dzisiaj urodziny i może nie będzie można się z nim dogadać".
Podziękowałam za numer i zaczęłam się zastanawiać po co mi on był.
W tym czasie u mnie w domu już od jakiegoś czasu wszystko się psuło.Piotr był jakby nieobecny w życiu codziennym,ze mną rozmawiał tylko kiedy musiał,coraz częściej zostawał w pracy.Myślałam,ze to może jakiś kryzys w firmie,albo jest przemęczony.Starałam się go zrozumieć,ale coraz częściej czułam się bardzo samotna.
Mijały dni i tygodnie a ja stałam się bardzo nieszczęśliwa.
Sytuacja w domu pogarszała się niesamowicie,moje starania na niewiele się zdały,kiedy próbowałam porozmawiać z Piotrem on nie reagował.Piotrek zaczął też znikać na noc z domu.Kiedy któregoś razu nie wrócił na noc przypomniałam sobie,ze mam numer telefony do Tomka.Znalazłam ten numer i drżącą ręką wystukałam go na klawiaturze ale zaraz się rozłączyłam.Pomyślałam co mu powiem,może on ma kogoś, jakim prawem chcę mu wleźć w jego życie.Zrezygnowałam i odłożyłam słuchawkę.
Po jakimś czasie koleżanka powiedziała mi,że widziała Piotra w restauracji z jakąś kobietą.Udawałam przed nią,że wiem o tym spotkaniu.
Postanowiłam zapytać Piotra o tą kobietę kiedy wróci do domu,zaczynałam podejrzewać,że Piotr ma romans.Wróciłam do domu i zadzwoniłam do Tomasza ale znowu się rozłączyłam nie miałam odwagi z nim porozmawiać.
Piotr wszystkiemu zaprzeczał i mówił,że to jakieś nieporozumienie jakaś pomyłka.Nie wierzyłam mu tak do końca ale postanowiłam zostawić tą całą sprawę i poczekać na dalszy ciąg wydarzeń.
Przyłapałam się na tym,że kiedy było mi źle zawsze łapałam za telefon i dzwoniłam do Tomasza,ale też zawsze się rozłączałam.Po którymś moim telefonie Tomasz oddzwonił ale ja nie odebrałam tego połączenia.Co jakiś czas Tomek dzwonił,ale ja za każdym razem nie odbierałam chociaż serce biło jak oszalałe i mówiło odbierz to rozum brał nad nim górę i mówił nie odbieraj.Zastanawiałam się co mu powiem,po co wprowadzać zamieszanie.Mam rodzinę i to o nią muszę walczyć i dbać.I walczyłam o to żeby było jak dawniej,żeby Piotr był taki jak kiedyś ale nie dawałam rady,nie wiedziałam co się dzieje.Piotr nie rozmawiał ze mną o niczym co nie dotyczyło dzieci,zrobił się w stosunku do mnie niemiły i szorstki,prawie się nie widywaliśmy.
Byłam samotna i nieszczęśliwa.
Któregoś dnia kiedy dzieci były w szkole a Piotr wpadł do domu się przebrać przycisnęłam go do muru.
Powiedział mi,że od jakiegoś czasu z kimś się spotyka i gdyby nie dzieci prawdopodobnie nie byłoby go tutaj.
Świat o który tak dbałam,moja codzienność,moje marzenia i moje szczęście legło w gruzach.Ryczałam cały dzień,nie wiedziałam co mam z sobą zrobić w końcu całe moje życie poświęciłam Piotrowi i dzieciom.Zadzwoniłam do Tomasza ale znowu stchórzyłam.
Zrobiłam przegląd swojego życia i okazało się,że poza Piotrem i dziećmi to ja tak naprawdę nie mam nikogo.Co prawda było kilka osób,które uważałam za ważne ale okazało się,że to byli przyjaciele Piotra.Ja wycofałam się całkiem z życia kiedy poczułam się szczęśliwa i bezpieczna na łonie rodziny.
Tak naprawdę teraz zostałam całkiem sama.
Całą noc nie zmrużyłam oka.Nie wiedziałam co będzie jutro,pojutrze a najbardziej martwiło mnie to co stanie się z naszymi dziećmi.Było już późno kiedy zadzwonił telefon,pomyślałam,że to Piotr ale na wyświetlaczu pojawił się numer Tomka.Nie odebrałam.
.
czwartek, 26 maja 2011
Dwudziestoletnia rozłąka.
Mijały tygodnie,miesiące,lata.
Spotykaliśmy się z Tomaszem ale to były spotkania przeważnie przypadkowe,chociaż kilka razy byłam u nich.
Kiedy przyśniła mi się mama dziewczynek wiedziałam,że coś się u nich złego albo ważnego dzieje.
Raz kiedy pojechałam zobaczyć co u nich zastałam tam sąsiadkę,wydawało mi się,że jest między nią a Tomaszem coś więcej.Kiedy zapytałam go o to on zaprzeczył.
Następnym razem kiedy przyśniła mi się Ula pojechałam do Tomka.Dowiedziałam się wtedy,że Grażynka jest w ciąży i leży w szpitalu.Tomasz powiedział,że się pokłócili,namawiałam go,żeby pojechał do niej i ją odwiedził.Długo nie chciał się zgodzić.Zawiozłam go ale nie poszłam z nim do szpitala,postanowiłam zostać w samochodzie.Długo na niego czekałam,kiedy wreszcie przyszedł był bardziej pogodny i zadowolony.Dogadali się ze sobą a ja z tego powodu byłam szczęśliwa.
Pojechaliśmy nad wodę,rozmawialiśmy o tym co w naszym życiu działo się przez te lata.
Poczułam jego zapach i tak bardzo zapragnęłam żeby mnie przytulił,ale on nie wykonał żadnego gestu,żadnego ruchu.Teraz pewnie sama przytuliłabym się do niego,ale wtedy wiedzieliśmy,że nie możemy zrobić nic więcej jak tylko porozmawiać.Był przecież Piotr a ja byłam z nim chyba szczęśliwa.
Przez te dwadzieścia lat przez które żyliśmy daleko od siebie spotkaliśmy się kilkakrotnie,ale jak przyjaciele bez żadnych podtekstów.
Kiedy przyjeżdżaliśmy z Piotrem do moich rodziców zjawiał się też czasem Tomasz.Miło spędzaliśmy czas ale często Piotr zostawiał nas samych mówiąc,że pewnie musimy się nagadać i tak było.Rozmawialiśmy do późnych godzin nocnych,lubiłam te wieczory.Piotr spał w pokoju obok a ja z Tomaszem gawędziliśmy sobie,nie musiałam się zastanawiać i martwić,że pije albo może zaniedbuje dzieciaki po prostu sobie odpuściłam.Kiedy urodziłam dzieci nasze kontakty się urwały i przez ostatnie dziesięć lat widzieliśmy się tylko jeden raz.Dziewczynki wyrosły Kuba też,kłopotów z dziećmi było mniej więc nie musieliśmy już sobie tak dużo pomagać.Zajęłam się domem dziećmi i moją rodziną z czasem bardzo rzadko myślałam o Tomaszu,chociaż bywały chwile,że chciałabym go mieć blisko siebie.
Spotykaliśmy się z Tomaszem ale to były spotkania przeważnie przypadkowe,chociaż kilka razy byłam u nich.
Kiedy przyśniła mi się mama dziewczynek wiedziałam,że coś się u nich złego albo ważnego dzieje.
Raz kiedy pojechałam zobaczyć co u nich zastałam tam sąsiadkę,wydawało mi się,że jest między nią a Tomaszem coś więcej.Kiedy zapytałam go o to on zaprzeczył.
Następnym razem kiedy przyśniła mi się Ula pojechałam do Tomka.Dowiedziałam się wtedy,że Grażynka jest w ciąży i leży w szpitalu.Tomasz powiedział,że się pokłócili,namawiałam go,żeby pojechał do niej i ją odwiedził.Długo nie chciał się zgodzić.Zawiozłam go ale nie poszłam z nim do szpitala,postanowiłam zostać w samochodzie.Długo na niego czekałam,kiedy wreszcie przyszedł był bardziej pogodny i zadowolony.Dogadali się ze sobą a ja z tego powodu byłam szczęśliwa.
Pojechaliśmy nad wodę,rozmawialiśmy o tym co w naszym życiu działo się przez te lata.
Poczułam jego zapach i tak bardzo zapragnęłam żeby mnie przytulił,ale on nie wykonał żadnego gestu,żadnego ruchu.Teraz pewnie sama przytuliłabym się do niego,ale wtedy wiedzieliśmy,że nie możemy zrobić nic więcej jak tylko porozmawiać.Był przecież Piotr a ja byłam z nim chyba szczęśliwa.
Przez te dwadzieścia lat przez które żyliśmy daleko od siebie spotkaliśmy się kilkakrotnie,ale jak przyjaciele bez żadnych podtekstów.
Kiedy przyjeżdżaliśmy z Piotrem do moich rodziców zjawiał się też czasem Tomasz.Miło spędzaliśmy czas ale często Piotr zostawiał nas samych mówiąc,że pewnie musimy się nagadać i tak było.Rozmawialiśmy do późnych godzin nocnych,lubiłam te wieczory.Piotr spał w pokoju obok a ja z Tomaszem gawędziliśmy sobie,nie musiałam się zastanawiać i martwić,że pije albo może zaniedbuje dzieciaki po prostu sobie odpuściłam.Kiedy urodziłam dzieci nasze kontakty się urwały i przez ostatnie dziesięć lat widzieliśmy się tylko jeden raz.Dziewczynki wyrosły Kuba też,kłopotów z dziećmi było mniej więc nie musieliśmy już sobie tak dużo pomagać.Zajęłam się domem dziećmi i moją rodziną z czasem bardzo rzadko myślałam o Tomaszu,chociaż bywały chwile,że chciałabym go mieć blisko siebie.
wtorek, 26 kwietnia 2011
Rozstanie.
Wszystko wróciło do normy,chociaż już byłam ostrożniejsza.Bardziej przyglądałam się ludziom z którymi spotykał się Tomasz.Zima przeleciała szybko,zaliczyliśmy z Tomkiem świetnego sylwestra.Teraz myślałam,że już będzie z górki i jakże się pomyliłam.Przyszło lato.
Umówiliśmy się z Tomkiem,że pojedziemy z dziećmi nad jezioro.Miałam pojechać z Kubą do nich i razem mieliśmy spędzić cały dzień nad wodą.Jednak Kuba nie pojechał ze mną,miał już inne plany.Tata jednego z jego kolegów chciał zabrać kilku chłopców pod namioty.Synkowi mojemu tak bardzo zależało na tym wyjeździe,więc się zgodziłam.Potem wiedziałam,że dobrze zrobiłam.
Kiedy przyjechałam do Tomka okazało się,że dziewczynki siedzą same.
-Gdzie jest tato-?zapytałam.
Gosia powiedziała,że mnie zaprowadzi.Za sklepem kilku mężczyzn siedziało na trawie i grało w karty między nimi był też Tomasz.Zakrapiali to wszystko alkoholem.
Nie podeszłam bliżej,zabrałam dziewczynki do siebie nic nie mówiąc Tomkowi.
Wieczorem pojechałam zobaczyć co się dzieje,chciałam powiedzieć,że dziewczynki są u mnie.Tomka nie było w domu,poszłam za sklep zobaczyć,czy przypadkiem tam go nie ma.Nie pomyliłam się leżał w trawie śmierdząc tanim winem.Kolegów jego nie było,chciałam go podnieść i pomóc mu wrócić do domu,ale był tak pijany,ze nie mogłam sobie z nim poradzić.Poszłam do naszych znajomych i kolega mi pomógł zaprowadzić(jeśli tak to można nazwać)go do domu.Rozebraliśmy go i położyliśmy na tapczan a ja wróciłam do domu,do dziewczynek.
Rano obudził mnie jakiś hałas,wyszłam do kuchni i zobaczyłam Tomasza.Krzyczał wymachiwał rękoma,moja mama próbowała go uspokoić,ale na niewiele się to zdało.Złapałam go za rękaw i wyciągnęłam z domu,nie chciałam żeby pobudził dziewczynki.
Wydzierał się,że sobie nie życzy żebym zabierała dziewczynki,że się martwił,bał się,że coś się stało.
Byłam pewna,że jeszcze nie wytrzeźwiał i wygaduje te głupoty,ale on stanowczo zażądał żebym mu wyprowadziła córki.Poszłam pobudziłam dziewczynki pomogłam im się ubrać i Tomasz zabrał je do domu.
Byłam zdruzgotana całą tą sytuacją.Po dwóch dniach przyjechał Tomek,pomyślałam,że przemyślał wszystko i chce mnie przeprosić.Zdziwiłam się kiedy kategorycznie zabronił mi spotykać się z dziewczynkami i powiedział,że nie chce się już więcej ze mną spotykać i mnie znać.Pojechał a ja rozżalona buczałam całą noc do poduszki,nigdy nie pomyślałam,że tak się to skończy.Mijały dni a ja coraz bardziej tęskniłam za Gosią i Grażynką.Wzięłam urlop i pojechałam do przedszkola,stałam tam i czekałam nie wiedząc,czy są w środku czy nie.Około 13 z przedszkola wyszła Gosia,bardzo się ucieszyła,że mnie widzi,obiecała przyprowadzić Grażynkę i tak też zrobiła.Od tej pory raz w tygodniu dziewczynki przychodziły na przystanek,gdzie opowiadały mi co w przedszkolu,co w domu i ogólnie.Byłam przekonana,że Tomkowi przejdzie ale się myliłam wtedy pomyślała,że nie mogę mieszać dziewczynką w główkach i postanowiłam się wycofać.
Tęskniłam za nimi okropnie,ale tłumaczyłam sobie,że to dla ich dobra.Tomek zamieszkał z jakąś kobietą,Gosia mówiła,że jest dla nich dobra.Grażynka opowiadała,że zabiera ich nieraz do swojej mamy i że mówią do tamtej pani babciu.Pomyślałam,że trochę potęsknią,ale nie mogą robić nic przeciwko ojcu i takie spotykania się za plecami Tomasza są mało wychowawcze i niczego ich nie nauczą.
Cały czas byłam na bieżąco co u nich się dzieje ale nie ingerowałam w ich życie.Zaczęłam się na dobre spotykać z Piotrem,okazał się dobrym człowiekiem i zaczęło nam się układać.Po roku wprowadził się do mnie i postanowiliśmy,ze spróbujemy być rodziną.Kuba polubił Piotra,chociaż często pytał o Tomasza i dziewczynki to z czasem te pytania stawały się coraz rzadsze.Po jakimś czasie przeprowadziliśmy się na swoje do miasta.My mieliśmy na miejscu pracę Kuba szkołę no i prawdopodobieństwo,że często będziemy z Tomkiem na siebie wpadać było mniejsze.
Umówiliśmy się z Tomkiem,że pojedziemy z dziećmi nad jezioro.Miałam pojechać z Kubą do nich i razem mieliśmy spędzić cały dzień nad wodą.Jednak Kuba nie pojechał ze mną,miał już inne plany.Tata jednego z jego kolegów chciał zabrać kilku chłopców pod namioty.Synkowi mojemu tak bardzo zależało na tym wyjeździe,więc się zgodziłam.Potem wiedziałam,że dobrze zrobiłam.
Kiedy przyjechałam do Tomka okazało się,że dziewczynki siedzą same.
-Gdzie jest tato-?zapytałam.
Gosia powiedziała,że mnie zaprowadzi.Za sklepem kilku mężczyzn siedziało na trawie i grało w karty między nimi był też Tomasz.Zakrapiali to wszystko alkoholem.
Nie podeszłam bliżej,zabrałam dziewczynki do siebie nic nie mówiąc Tomkowi.
Wieczorem pojechałam zobaczyć co się dzieje,chciałam powiedzieć,że dziewczynki są u mnie.Tomka nie było w domu,poszłam za sklep zobaczyć,czy przypadkiem tam go nie ma.Nie pomyliłam się leżał w trawie śmierdząc tanim winem.Kolegów jego nie było,chciałam go podnieść i pomóc mu wrócić do domu,ale był tak pijany,ze nie mogłam sobie z nim poradzić.Poszłam do naszych znajomych i kolega mi pomógł zaprowadzić(jeśli tak to można nazwać)go do domu.Rozebraliśmy go i położyliśmy na tapczan a ja wróciłam do domu,do dziewczynek.
Rano obudził mnie jakiś hałas,wyszłam do kuchni i zobaczyłam Tomasza.Krzyczał wymachiwał rękoma,moja mama próbowała go uspokoić,ale na niewiele się to zdało.Złapałam go za rękaw i wyciągnęłam z domu,nie chciałam żeby pobudził dziewczynki.
Wydzierał się,że sobie nie życzy żebym zabierała dziewczynki,że się martwił,bał się,że coś się stało.
Byłam pewna,że jeszcze nie wytrzeźwiał i wygaduje te głupoty,ale on stanowczo zażądał żebym mu wyprowadziła córki.Poszłam pobudziłam dziewczynki pomogłam im się ubrać i Tomasz zabrał je do domu.
Byłam zdruzgotana całą tą sytuacją.Po dwóch dniach przyjechał Tomek,pomyślałam,że przemyślał wszystko i chce mnie przeprosić.Zdziwiłam się kiedy kategorycznie zabronił mi spotykać się z dziewczynkami i powiedział,że nie chce się już więcej ze mną spotykać i mnie znać.Pojechał a ja rozżalona buczałam całą noc do poduszki,nigdy nie pomyślałam,że tak się to skończy.Mijały dni a ja coraz bardziej tęskniłam za Gosią i Grażynką.Wzięłam urlop i pojechałam do przedszkola,stałam tam i czekałam nie wiedząc,czy są w środku czy nie.Około 13 z przedszkola wyszła Gosia,bardzo się ucieszyła,że mnie widzi,obiecała przyprowadzić Grażynkę i tak też zrobiła.Od tej pory raz w tygodniu dziewczynki przychodziły na przystanek,gdzie opowiadały mi co w przedszkolu,co w domu i ogólnie.Byłam przekonana,że Tomkowi przejdzie ale się myliłam wtedy pomyślała,że nie mogę mieszać dziewczynką w główkach i postanowiłam się wycofać.
Tęskniłam za nimi okropnie,ale tłumaczyłam sobie,że to dla ich dobra.Tomek zamieszkał z jakąś kobietą,Gosia mówiła,że jest dla nich dobra.Grażynka opowiadała,że zabiera ich nieraz do swojej mamy i że mówią do tamtej pani babciu.Pomyślałam,że trochę potęsknią,ale nie mogą robić nic przeciwko ojcu i takie spotykania się za plecami Tomasza są mało wychowawcze i niczego ich nie nauczą.
Cały czas byłam na bieżąco co u nich się dzieje ale nie ingerowałam w ich życie.Zaczęłam się na dobre spotykać z Piotrem,okazał się dobrym człowiekiem i zaczęło nam się układać.Po roku wprowadził się do mnie i postanowiliśmy,ze spróbujemy być rodziną.Kuba polubił Piotra,chociaż często pytał o Tomasza i dziewczynki to z czasem te pytania stawały się coraz rzadsze.Po jakimś czasie przeprowadziliśmy się na swoje do miasta.My mieliśmy na miejscu pracę Kuba szkołę no i prawdopodobieństwo,że często będziemy z Tomkiem na siebie wpadać było mniejsze.
sobota, 26 marca 2011
Stres dziewczynek.
Lato skończyło się bardzo szybko,przyszła jesień a z nią zimno i deszcze.Nie spotykaliśmy się z Tomaszem tak często jak byśmy tego chcieli.Całą prawie jesień Tomasz był zajęty a my z Kubą też jakoś nie mieliśmy nastroju na wychodzenie w taką pogodę.Co prawda Tomasz częściej niż zwykle zostawiał u mnie dziewczynki z czego byłam zadowolona.Tomek znikał gdzieś nie mówił dokąd jedzie i co robi w soboty kiedy podrzuca mi córki,ja nie pytałam chyba bałam się podświadomie,że to wiąże się jakoś z nami wszystkimi.
Na wyjaśnienie nie musiałam czekać długo,którejś soboty kiedy Kuba i dziewczynki leżały już w łóżkach a ja czytałam im bajkę zauważyłam że Grażynka płacze.
-Co się stało?-zapytałam biorąc ja na kolana i mocno przytulając.
-Czy naprawdę macochy są takie niedobre jak ta z bajki?-mała patrzyła na mnie przerażonymi oczyma.
-Nie bój się to tylko bajka-wiedziałam,że chodzi o coś więcej.
Pytałam ale mała nic już więcej nie powiedziała,usnęła mi na kolanach więc położyłam ją na tapczanie.
Kuba z Gosią też szybko posnęli.Poszłam się wykąpać i zapalić papierosa.W kuchni siedziała moja mama więc trochę porozmawiałyśmy,kiedy wróciłam do pokoju Gosia nie spała, siedziała na tapczanie.
-Nie możesz spać?-spytałam.
-Ciociu wiesz czemu Grażynka pytała o macochę?-
-Czytałam bajkę i pewnie się przestraszyła-odpowiedziałam.
-Tata przyprowadził do domu jakąś panią a Grzesiu w przedszkolu powiedział,że to będzie nasza macocha-
Zastanowiło mnie to co powiedziała ale nie chciałam dalej drążyć tematu dopóki nie dowiem się co się dzieje.
-Ale Ty zawsze będziesz z nami prawda,nie zostawisz nas?-patrzyła na mnie błagalnie.
-Wyjaśnimy to wszystko,a teraz już śpij-
Ucałowałam ją na dobranoc i położyłam się spać.Nie mogłam usnąć zastanawiałam się dlaczego Tomek mi nie powiedział o swoich podbojach.Słyszałam jak Gosia przewraca się co chwila,wiedziałam że też nie śpi.
-Gosiu,nie możesz usnąć?-zapytałam szeptem.
-Ciociu,mogę położyć się do Ciebie?-
-Chodź we dwie szybciej uśniemy-
Położyła się ze mną i mocno do mnie przylgnęła.
-Gosiu,kocham Was bardzo mocno i to się nigdy nie zmieni-
-Tak mocno jak Kubę?-zapytała.
-Tak,tak mocno jak Kubę,śpijmy już bo nie wstaniemy do kościoła.
W dzień wszystko wygląda lepiej,więc zapomnieliśmy o złej nocy i z lepszymi humorami poszliśmy do kościoła.Po mszy kiedy wróciliśmy do domu Tomasz już na nas czekał.Powiedział dziewczynkom żeby się spakowały bo wracają do domu.
Zaprotestowałam,przecież one jeszcze nie jadły obiadu.Tomek powiedział,że w domu też jest obiad,ale kiedy dzieci znikły w pokoju a my zostaliśmy sami powiedziałam mu co o tym myślę.
-Dziewczynki zjedzą obiad i wtedy je zabierzesz!powiedziałam stanowczo.
Tomasz miał inne zdanie na ten temat i kiedy dzieci wróciły my już byliśmy po porządnej kłótni.Stanęło jednak na moim i dzieci zjadły obiad,potem się jeszcze trochę pobawiły i dopiero wtedy Tomek zabrał dziewczynki do domu.
Byłam poważnie zaniepokojona zachowaniem Tomasza,nigdy nie był taki jak tej niedzieli.A może po prostu ta pani tak go zmieniła?Nie wiedziałam co o tym myśleć.
Tomek nie pokazał się już dwa tygodnie,byłam niespokojna czy coś się nie stało.Postanowiłam sprawdzić co się dzieje,wsiadłam na rower i pojechałam do domu Tomasza.
W oknach było ciemno tylko w dużym pokoju grał telewizor,więc wszystko jest w porządku.Tomek jak położył dziewczynki spać to zawsze siedział tylko przy telewizorze.
Drzwi były otwarte więc weszłam do środka.Przed telewizorem siedziała jakaś kobieta a z pokoju dziewczynek dobiegał płacz Grażynki.Weszłam do pokoju dzieci nie zwracając uwagi na kobietę i jej zdziwienie,pytała kim jestem i jakim prawem tak wtargnęłam.Nie odpowiedziałam tylko spytałam dziewczynek co się tu dzieje,obie tuliły się do mnie.Gosi udzielił się płacz siostry,więc obie teraz płakały trzymając się mnie kurczowo.
-Ona powiedziała,że jak nie będziemy spały to przyjdzie po nas baba-jaga-Grażynka łkała,że ledwie zrozumiałam co mówi.
-Ciągła Gosię za włosy-szlochała dalej.
Kiedy tak się żaliły to we mnie krew aż się burzyła.Kobieta zaczęła tłumaczyć,że to nieprawda ale kiedy zauważyła,że jej nie wierzę naskoczyła na mnie.Krzyczała,żebym się wynosiła co ja tu robię,kim ja właściwie jestem i.t.d.Ignorowałam ją rozmawiałam z dziewczynkami chciałam się od nich dowiedzieć gdzie jest ich ojciec.One niewiele wiedziały czułam,że się boją poprosiłam panią żeby wyszła z pokoju ale kiedy nie chciała siłą wypchałam ją za drzwi.Próbowałam uspokoić dzieci i położyć je spać,musiałam im obiecać,że zostanę z nimi dopóki nie wróci Tomasz.Kładłam je pod kołdrę i wtedy zauważyłam,że prześcieradło jest mokre popatrzyłam na nie i zrozumiałam,że któraś zrobiła siu-siu.Grażynka spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem.
-Ciociu nie zbijesz mnie,bo to ja się zesikałam-
-Przecież ja nigdy Was nie bije-nie bardzo wiedziałam dlaczego nagle boi się bicia,przecież Tomek ich nie bił.
Poszłam poszukać drugiej piżamki,żeby przebrać małą i pościeli,musiałam wejść do drugiego pokoju.Kobieta znowu zaczęła krzyczeć dlaczego szukam po szafach i żebym się stąd wynosiła bo wezwie policję.Wzięłam pościel i wróciłam do pokoju dzieci,rozebrałam Grażynce spodnie od piżamy i zauważyłam czerwony ślad na jej pupie.
-Słonko czy ta pani Cię uderzyła?-zapytałam.
Nie odpowiedziała tylko spuściła wzrok.
-Gosiu,czy ona uderzyła Grażynkę albo Ciebie?-zapytałam ponownie.
Dziewczynki milczały a ja zrozumiałam dlaczego nie chcą mówić,położyłam je do łóżka zamknęłam i poszłam sobie porozmawiać z panią z drugiego pokoju.Byłam wściekła jak diabli,wpadłam jak bomba i od razu bez żadnych ogródek zaczęłam jej wymyślać i krzyczeć na nią.Kiedy znowu zaczęła straszyć mnie policją powiedziałam,że to dobry pomysł bo ślad po klapsie jeszcze nie zszedł i chętnie go im pokażę.Kiedy się kłóciłyśmy nawet nie zauważyłam,że Tomasz wszedł do domu.
-Marta,co Ty tu robisz,przestań krzyczeć-
-Przestanę kiedy uznam to za stosowne--nie mogłam się opanować.
-Dobrze,że jesteś ona wtargnęła tu i mnie obraża-kobieta przytuliła się do Tomka.
-Marta co Ty wyprawiasz,dlaczego naskoczyłaś tak na mojego gościa-Tomasz próbował się dowiedzieć co tu się dzieje.
-Gdzie Ty do cholery byłeś,dlaczego zostawiasz dzieci bez opieki?-krzyczałam.
-Nie były bez opieki,zostały z Beatką-tłumaczył Tomek
-Ona jest niedobra dla dzieci,może lepiej by było gdyby były same--dalej wyrzucałam to z siebie.
Tomasz bronił panią Beatkę i zaczął krzyczeć na mnie,żebym się nie wtrącała,że to nie moja sprawa,że on robi dobrze.
-Chyba tylko pani Beatce,bo dziewczynki na tym cierpią-kpiłam.
W końcu podzieliłam się z nim moimi przypuszczeniami i opowiedziałam wszystko od chwili kiedy tu przyszłam.Tomasz zakipiał.Otworzył drzwi i wyprosił panią Beatkę z domu używając przy tym niecenzurowanych słów.Wrócił do pokoju i zaczął mnie przepraszać i mówił,że nie miał pojęcia.
-Mnie nie musisz przepraszać,powinieneś przeprosić dziewczynki za to co im zafundowałeś-byłam tak zdenerwowana,że nie mogłam przypalić papierosa.
Małe przybiegły do nas jak tylko usłyszały,że jesteśmy sami.
Teraz kiedy poczuły się bezpiecznie opowiedziały nam o tym jak traktowała ich pani Beatka,widziałam jak Tomasz to przeżywa,bo co by nie mówić o nim dzieci dla niego zawsze były najważniejsze.
Tego wieczoru nie wróciłam do domu zostałam u Tomasza na noc,dziewczynki mnie potrzebowały więc nawet się nie wahałam zostać.
Na wyjaśnienie nie musiałam czekać długo,którejś soboty kiedy Kuba i dziewczynki leżały już w łóżkach a ja czytałam im bajkę zauważyłam że Grażynka płacze.
-Co się stało?-zapytałam biorąc ja na kolana i mocno przytulając.
-Czy naprawdę macochy są takie niedobre jak ta z bajki?-mała patrzyła na mnie przerażonymi oczyma.
-Nie bój się to tylko bajka-wiedziałam,że chodzi o coś więcej.
Pytałam ale mała nic już więcej nie powiedziała,usnęła mi na kolanach więc położyłam ją na tapczanie.
Kuba z Gosią też szybko posnęli.Poszłam się wykąpać i zapalić papierosa.W kuchni siedziała moja mama więc trochę porozmawiałyśmy,kiedy wróciłam do pokoju Gosia nie spała, siedziała na tapczanie.
-Nie możesz spać?-spytałam.
-Ciociu wiesz czemu Grażynka pytała o macochę?-
-Czytałam bajkę i pewnie się przestraszyła-odpowiedziałam.
-Tata przyprowadził do domu jakąś panią a Grzesiu w przedszkolu powiedział,że to będzie nasza macocha-
Zastanowiło mnie to co powiedziała ale nie chciałam dalej drążyć tematu dopóki nie dowiem się co się dzieje.
-Ale Ty zawsze będziesz z nami prawda,nie zostawisz nas?-patrzyła na mnie błagalnie.
-Wyjaśnimy to wszystko,a teraz już śpij-
Ucałowałam ją na dobranoc i położyłam się spać.Nie mogłam usnąć zastanawiałam się dlaczego Tomek mi nie powiedział o swoich podbojach.Słyszałam jak Gosia przewraca się co chwila,wiedziałam że też nie śpi.
-Gosiu,nie możesz usnąć?-zapytałam szeptem.
-Ciociu,mogę położyć się do Ciebie?-
-Chodź we dwie szybciej uśniemy-
Położyła się ze mną i mocno do mnie przylgnęła.
-Gosiu,kocham Was bardzo mocno i to się nigdy nie zmieni-
-Tak mocno jak Kubę?-zapytała.
-Tak,tak mocno jak Kubę,śpijmy już bo nie wstaniemy do kościoła.
W dzień wszystko wygląda lepiej,więc zapomnieliśmy o złej nocy i z lepszymi humorami poszliśmy do kościoła.Po mszy kiedy wróciliśmy do domu Tomasz już na nas czekał.Powiedział dziewczynkom żeby się spakowały bo wracają do domu.
Zaprotestowałam,przecież one jeszcze nie jadły obiadu.Tomek powiedział,że w domu też jest obiad,ale kiedy dzieci znikły w pokoju a my zostaliśmy sami powiedziałam mu co o tym myślę.
-Dziewczynki zjedzą obiad i wtedy je zabierzesz!powiedziałam stanowczo.
Tomasz miał inne zdanie na ten temat i kiedy dzieci wróciły my już byliśmy po porządnej kłótni.Stanęło jednak na moim i dzieci zjadły obiad,potem się jeszcze trochę pobawiły i dopiero wtedy Tomek zabrał dziewczynki do domu.
Byłam poważnie zaniepokojona zachowaniem Tomasza,nigdy nie był taki jak tej niedzieli.A może po prostu ta pani tak go zmieniła?Nie wiedziałam co o tym myśleć.
Tomek nie pokazał się już dwa tygodnie,byłam niespokojna czy coś się nie stało.Postanowiłam sprawdzić co się dzieje,wsiadłam na rower i pojechałam do domu Tomasza.
W oknach było ciemno tylko w dużym pokoju grał telewizor,więc wszystko jest w porządku.Tomek jak położył dziewczynki spać to zawsze siedział tylko przy telewizorze.
Drzwi były otwarte więc weszłam do środka.Przed telewizorem siedziała jakaś kobieta a z pokoju dziewczynek dobiegał płacz Grażynki.Weszłam do pokoju dzieci nie zwracając uwagi na kobietę i jej zdziwienie,pytała kim jestem i jakim prawem tak wtargnęłam.Nie odpowiedziałam tylko spytałam dziewczynek co się tu dzieje,obie tuliły się do mnie.Gosi udzielił się płacz siostry,więc obie teraz płakały trzymając się mnie kurczowo.
-Ona powiedziała,że jak nie będziemy spały to przyjdzie po nas baba-jaga-Grażynka łkała,że ledwie zrozumiałam co mówi.
-Ciągła Gosię za włosy-szlochała dalej.
Kiedy tak się żaliły to we mnie krew aż się burzyła.Kobieta zaczęła tłumaczyć,że to nieprawda ale kiedy zauważyła,że jej nie wierzę naskoczyła na mnie.Krzyczała,żebym się wynosiła co ja tu robię,kim ja właściwie jestem i.t.d.Ignorowałam ją rozmawiałam z dziewczynkami chciałam się od nich dowiedzieć gdzie jest ich ojciec.One niewiele wiedziały czułam,że się boją poprosiłam panią żeby wyszła z pokoju ale kiedy nie chciała siłą wypchałam ją za drzwi.Próbowałam uspokoić dzieci i położyć je spać,musiałam im obiecać,że zostanę z nimi dopóki nie wróci Tomasz.Kładłam je pod kołdrę i wtedy zauważyłam,że prześcieradło jest mokre popatrzyłam na nie i zrozumiałam,że któraś zrobiła siu-siu.Grażynka spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem.
-Ciociu nie zbijesz mnie,bo to ja się zesikałam-
-Przecież ja nigdy Was nie bije-nie bardzo wiedziałam dlaczego nagle boi się bicia,przecież Tomek ich nie bił.
Poszłam poszukać drugiej piżamki,żeby przebrać małą i pościeli,musiałam wejść do drugiego pokoju.Kobieta znowu zaczęła krzyczeć dlaczego szukam po szafach i żebym się stąd wynosiła bo wezwie policję.Wzięłam pościel i wróciłam do pokoju dzieci,rozebrałam Grażynce spodnie od piżamy i zauważyłam czerwony ślad na jej pupie.
-Słonko czy ta pani Cię uderzyła?-zapytałam.
Nie odpowiedziała tylko spuściła wzrok.
-Gosiu,czy ona uderzyła Grażynkę albo Ciebie?-zapytałam ponownie.
Dziewczynki milczały a ja zrozumiałam dlaczego nie chcą mówić,położyłam je do łóżka zamknęłam i poszłam sobie porozmawiać z panią z drugiego pokoju.Byłam wściekła jak diabli,wpadłam jak bomba i od razu bez żadnych ogródek zaczęłam jej wymyślać i krzyczeć na nią.Kiedy znowu zaczęła straszyć mnie policją powiedziałam,że to dobry pomysł bo ślad po klapsie jeszcze nie zszedł i chętnie go im pokażę.Kiedy się kłóciłyśmy nawet nie zauważyłam,że Tomasz wszedł do domu.
-Marta,co Ty tu robisz,przestań krzyczeć-
-Przestanę kiedy uznam to za stosowne--nie mogłam się opanować.
-Dobrze,że jesteś ona wtargnęła tu i mnie obraża-kobieta przytuliła się do Tomka.
-Marta co Ty wyprawiasz,dlaczego naskoczyłaś tak na mojego gościa-Tomasz próbował się dowiedzieć co tu się dzieje.
-Gdzie Ty do cholery byłeś,dlaczego zostawiasz dzieci bez opieki?-krzyczałam.
-Nie były bez opieki,zostały z Beatką-tłumaczył Tomek
-Ona jest niedobra dla dzieci,może lepiej by było gdyby były same--dalej wyrzucałam to z siebie.
Tomasz bronił panią Beatkę i zaczął krzyczeć na mnie,żebym się nie wtrącała,że to nie moja sprawa,że on robi dobrze.
-Chyba tylko pani Beatce,bo dziewczynki na tym cierpią-kpiłam.
W końcu podzieliłam się z nim moimi przypuszczeniami i opowiedziałam wszystko od chwili kiedy tu przyszłam.Tomasz zakipiał.Otworzył drzwi i wyprosił panią Beatkę z domu używając przy tym niecenzurowanych słów.Wrócił do pokoju i zaczął mnie przepraszać i mówił,że nie miał pojęcia.
-Mnie nie musisz przepraszać,powinieneś przeprosić dziewczynki za to co im zafundowałeś-byłam tak zdenerwowana,że nie mogłam przypalić papierosa.
Małe przybiegły do nas jak tylko usłyszały,że jesteśmy sami.
Teraz kiedy poczuły się bezpiecznie opowiedziały nam o tym jak traktowała ich pani Beatka,widziałam jak Tomasz to przeżywa,bo co by nie mówić o nim dzieci dla niego zawsze były najważniejsze.
Tego wieczoru nie wróciłam do domu zostałam u Tomasza na noc,dziewczynki mnie potrzebowały więc nawet się nie wahałam zostać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
