wtorek, 26 października 2010

Nie wiem czy jeszcze kiedyś popatrze na morze bez bólu i żalu.

  Tak ciężko,tak smutno nie miało tak być,
odszedłeś tak szybko,a mi każesz żyć.
   Ja nie chcę minuty,sekundy tu żyć,
weź mnie do wieczności,przy Tobie chce być.



                          pierwsze spotkanie
Przyjechałam z koleżanką z internatu autobusem,było już ciemno a że śnieg padał mocno wstąpiłyśmy do klubu.W klubie nie było światła przywitałam się z moimi koleżankami i przedstawiłam im Aśkę już miałyśmy wychodzić, gdy przy ladzie zobaczyłam moją starszą koleżankę siostrę mojego byłego chłopaka.Powiedziałyśmy sobie cześć i wtedy zauważyłam.że nie jest sama wiedziałam,że rozeszła się z mężem więc domyśliłam się,że to jej nowy partner.
-Jola zobacz jakie ciacho-powiedziałam i wyszłyśmy z klubu.
Poszłyśmy do domu po drodze żałowałam,że nie podeszłam do nich ale jak  Jola powiedziała ;
-Wiesz my dla nich to jesteśmy takie siusiu majtki-zaśmiewałyśmy się z tego do samego domu.
                                                          drugie spotkanie
Kilka lat później odwiedziłam moich rodziców ale tym razem już z mężem i synkiem,zostaliśmy na noc.
Rano wstałam zagrzać dziecku kaszę,stałam w samej bieliźnie,wtedy otworzyły się drzwi i do kuchni wszedł mój tata a za nim jakiś facet oczywiście pojęcia nie miałam,że to ten z klubu.
Było mi wstyd,że stoję tak w bieliźnie przed obcym facetem.
                                                          trzecie spotkanie
Sylwester u mojej siostry,było miło ale do pewnego czasu,siostra zaprosiła swoją koleżankę z partnerem i jeszcze dwie pary,wyszłam do kuchni zaparzyć kawę.
-Nareszcie możemy się poznać,musimy chyba jakoś zrobić to sami,bo nikt się nie kwapi żeby nas sobie przedstawić.-
Usłyszałam za plecami męski głos.Odwróciłam się obok mnie stał pan,który parę miesięcy temu oglądał mnie w bieliźnie.-Niech się pani nie rumieni tak bardzo,mam na imię Tomasz.-Marta-opowiedziałam i podałam mu rękę.Wzięłam tacę z kawą i poszłam do pokoju,Ula poderwała się na równe nogi-ojej Marta zapomniałam,że wy się jeszcze nie znacie pozwól,że ......ale w tej chwili odezwał się Tomasz-my już się poznaliśmy,musieliśmy radzić sobie sami,ale musimy jeszcze wypić brudzia prawda Marto?-Ale ja nie pije akoholu-powiedziałam zdecydowanie,chyba zbyt zdecydowanie,bo nagle wszyscy zapomnieli o brudziu.
Bawiłam się fajnie do momentu kiedy mój mąż nie miał już dosyć w czubie,bo nagle mu sie przypomniało,że jest zazdrosny,żeby nie psuć innym zabawy pożegnałam się i poszliśmy do moich rodziców spać.
                                                          spotkanie czwarte
Zamieszkałam  z synkiem u rodziców,rozstałam się z mężem po 8-latach poniżania i upokarzania zdałam sobie sprawę,że tak dalej być nie może bo kiedyś dojdzie do tragedi.
Siostry wybierały sie na wiejską potańcówkę i namawiały mnie abym z nimi poszła,początkowo nie bardzo chciało mi się wychodzić,ale w końcu powiedziałam dlaczego nie.
Na sali było głośno i dość ciemno,masa ludzi ale mieliśmy stolik zarezerwowany wiec mieliśmy gdzie siedzieć
-Mogę się dosiąść mam własne krzesło..-do stolika podszedł Tomasz,jego też przez te lata los nie oszczędził
Ula zmarła a on został z dziećmi i na dodatek musiał się wyprowadzić.Minęło już troszkę czasu nawet miał już kogoś bo siostra w pewnym momencie zapytała-Tomek a Ty sam a gdzie Baśka,ale nie usłyszałam co jej odpowiedział bo w tej chwili podbiegł kolega i porwał mnie do tańca.Bawiłam się wspaniale myślałam jaka byłam głupia,że nie chciałam z nimi iść.Tomasz nie tanczył cały czas siedział przy stoliku i polewał sobie wódeczkę,ale nikt go nie zaczepiał więc on tak sobie siedział.
Około 3 nad ranem Tomasz poprosił mnie do tańca kiedy wylądowaliśmy na parkiecie zauważyłam.że kuleje.
    -Co Ci się stalo...zapytałam -Mam nogę w gipsie i nie wiem czy będę mógł tańczyć...Skończyli grać i Tomasz spytał czy możemy wyjść na papierosa nie miałam nic przeciwko temu.-Możemy się przejść..Jasne w końcu jest piękna noc.Spacerowaliśmy tak dość długo rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym,wydawało mi się,że znamy się od bardzo dawna.W pewnej chwili przystaneliśmy;pomyślałam,że boli go noga ale on mnie przyciągnął do siebie i pocałował,aż mi nię kolana ugieły nie broniłam sie wcale myślałam,żeby nie przestawał,a on coraz bardziej miażdżył mi usta swoim pocałunkiem.Usłyszałam klakson samochodu okazało się,że całujemy sie na samym środku drogi  -Rozjadą nas...powiedziałam. -Tak jak teraz mogę umrzeć-..zaśmiał się.Odprowadził mnie do domu,długo w nocy nie mogłam zasnąć,usta paliły mnie żywym ogniem a serce chciało wyskoczyć z piersi,ale nikt się o tym nie dowie bo nie chcę znowu potem płakać niech inni lepiej płaczą przezemnie.

1 komentarz:

  1. Doskonały pomysł, żeby tu wszystko opisać. Dobrze Ci idzie. Ciekawie piszesz. Czekam na więcej.
    Azalia

    OdpowiedzUsuń