niedziela, 26 grudnia 2010
Normalne codzienne życie.
Spotykaliśmy się codziennie,ale ja nie pozwalałam żebyśmy zbliżyli się do siebie za bardzo wiedziałam,że jak pozwolę to kiedyś bardzo zaboli.Był festyn na boisku z okazji dnia dziecka więc poszliśmy z Kubą zaraz po obiedzie.Już z daleka zobaczyłam Tomasza jak biega za piłką po boisku,kiedyś świetnie grał.Akurat sędzia odgwizdał przerwę Tomek podszedł do nas i powiedział-Marta chodź,jestem z dziewczynkami i znajomymi.-Poszliśmy,znajomymi Tomasza okazali się moi dwaj kuzyni i kolega ze szkoły.Tomek przedstawił mi córeczki i poprosił abym się nimi zajęła,dziewczynki szybko się do mnie przyzwyczaiły i chyba mnie polubiły.Ja pokochałam je po tym pierwszym dniu spędzonym razem.Od tego dnia dziecka spotykaliśmy się często razem z naszymi dziećmi wyjeżdżaliśmy nad morze,na różne imprezy i dużo czasu przebywaliśmy razem.Tomasz organizował tak czas,że mieliśmy go też trochę dla siebie.Zaczęłam jeździć do Tomka i pomagać mu przy dziewczynkach i w domu on przyjeżdżał do mnie i tak się wszystko kręciło.Nigdy więcej nie mówiliśmy o tym,że będziemy razem,chociaż wśród znajomych uchodziliśmy za parę.Kiedy któreś z nas postanowiło się zbliżyć drugie robiło mu na złość,nie byliśmy gotowi do stałego związku ani ja ani on.Bardzo się wtedy raniliśmy,każde próbowało sobie udowodnić coś tylko nie bardzo wiedzieliśmy co.Pewnego razu po takiej kłótni postanowiłam wyjechac na wczasy,załatwiłam skierowanie do ośrodka nad morzem,tylko nie wiedziałam jak powiedzieć Tomkowi,że chcę zabrać dziewczynki.Nie protestował kiedy sie dowiedział w końcu mieliśmy pojechać tylko 50 kilemetrów od domu.Dzieciaki sie bardzo ucieszyły,że wakacje spędzą nad morzem,Kuba miał wreszcie sie z kim bawić a dziewczynki widać polubiły Jakuba.Zapowiadały się wspaniałe dwa tygodnie lenistwa,chociaż przy trójce dzieci to nie łatwe,ale to i tak inaczej niż w domu.Zaraz na drugi dzień przyjechał do mnie znajomy chciał powędkować a blisko ośrodka były piękne jeziora,więc ja z dziećmi też poszliśmy nad wodę.Radości było wiele Mateusz pozwolił dzieciom łowić ryby i opowiadał im dużo ciekawych rzeczy.Dzień minął nam bardzo fajnie,dzieciaczki już o 20 popadały z przemęczenia.Kiedy Mateusz pojechał zapukała do mnie pani która mieszkała po sąsiedzku i spytała,czy nie zajrzałabym do jej synka,bo oni z mężem chcieli wyskoczyć do kawiarni.Tak oto przybyło mi jeszcze jedno dziecko do pilnowania,ale nie narzekałam ja bardzo lubiłam i lubie dzieci.Mateusz przyjeżdżał prawie codziennie,któregoś dnia kiedy wróciliśmy z nad morza zastaliśmy Tomasza,przyjechał zobaczyć co u nas.Wyjechałam na wczasy pogniewana i obrażona na niego więc chciałam się szybko odegrać-O dobrze,że przyjechałeś.-powiedziałam i zaraz dodałam-Zajmiesz się dziećmi,bo my z Mateuszem chcemy wieczorem wyskoczyć na miasto-Mateusz zrobił wielkie oczy nie wiedział o co chodzi ale kiwnął głową na znak,że się zgadza.Wieczór należał do mnie ,kiedy wróciłam późno udając,że bawiłam się świetnie Tomasz siedział w fotelu bardzo zdenerwowany.-Jutro zabieram dziewczynki i jedziemy do domu,widzę,że dzieci nie mają dobrej opieki-tu przesadził.-Przecież zostawilam je pod Twoją opieką niesądzisz?-Tak ale kiedy mnie nie ma?-To ja nie wychodzę.-zaczęłam tracić panowanie mad sobą.Zaczęliśmy sie sprzeczać ale pomyślałam,że szkoda dzieci bo jak sie pobudzą to będą przestraszone.Wzięłam ręcznik i poszłam do łazienki,kiedy wróciłam Tomasza nie było,zamkłam drzwi i położyłam się do Gosi zostawiając tapczan wolny dla Tomasza,gdyby postanowił wrócić.Wrócił nad ranem prawie nieprzytomny,zabrałam dzieci nad morze i przesiedzieliśmy na plaży prawie do 16,kiedy wróciliśmy sąsiadka dała nam klucz i liścik.Byłam zaskoczona Tomek nigdy nie pisał listów,ale byłam też wściekła więc podarłam kartkę nie patrząc co tam było napisane.Nadszedł czas wyjazdu i pożegnań,bardzo zaprzyjaźniłam się z ludźmi mieszkającymi za ścianą byli w moim wieku i bardzo fajni.Po śniadaniu kiedy wybieraliśmy się ostatni raz nad morze przyjechał Tomek z całym bukietem herbacianych róż,Kuba powiedział.-Mamusiu pójdziemy z dziewczynkami na plac zabaw jak będziesz gotowa to zawołaj będziemy blisko.-Jakże szybko ten mój syn wydoroślał,pomyślałam.Godziliśmy sie z Tomkiem około godziny ja byłam nieprzebłagalna a on kajał się przedemną,kiedy uznałam,że już dość bo dzieciaki chcą na plażę przebaczyłam mu wszystko.Atmosfera została tak oczyszczona,że nic nie popsuło nam już humoru do końca dnia wróciliśmy do domów w bardzo dobrych nastrojach.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Ależ były z Was uparciuchy. I po co tak się szarpaliście, skoro oboje byliście za sobą?
OdpowiedzUsuńA ten Mateusz, to tylko zwykły kolega czy też do Ciebie coś czuł?
Azalia